Reporterska biografia himalaisty

Krzysztof Wielicki, znany polski himalaista, zdobywca ośmiotysięczników, jest przedstawiony w książce Dariusza Kortko i Marcina Pietraszewskiego prawie jak superbohaterHistoria Lodowego Wojownika

Krzysztof Wielicki, znany polski himalaista, zdobywca ośmiotysięczników, jest przedstawiony w książce Dariusza Kortko i Marcina Pietraszewskiego prawie jak superbohater. Krzysztof Wielicki Piekło mnie nie chciało (https://www.taniaksiazka.pl/krzysztof-wielicki-pieklo-mnie-nie-chcialo-dariusz-kortko-p-1305196.html) to poruszająca historia o człowieku, który poświęcił swoje życie wspinaczce, podczas której przeżywał niezliczone przygody, rozmyślał o moralności niektórych poczynań oraz zmagał się z siłami przyrody. W publikacji postanowi odpowiedzieć na pytania, w tym to najbardziej popularne, dlaczego zajął się właśnie wspinaczką i co doprowadziło do tego, że stała się pasją, bez której nie wyobraża sobie życia.

Rozmowa autorów z Wielickim będzie odbywała się w domu himalaisty na Jurze, w Rzędkowicach. W obszernych dialogach opowiada im o złotej erze polskiej wspinaczki, czyli latach 80. To dość kuriozalne stwierdzenie, biorąc pod uwagę, że siermiężne lata komunizmu raczej nie kojarzą się nikomu z Eldorado, w którym można spełniać swoje marzenia. Okazuje się, że był to ostatni czas w historii kraju, gdzie można było wziąć kilka miesięcy wolnego i realizować swoje plany. Co słusznie zauważa Wielicki, współcześnie, w dobie pracy korporacyjnej, nikt nie mógłby sobie na to pozwolić. Himalaista zwraca uwagę na bardzo ważne dla niego stwierdzenie – historia. To, że każdy z nas pisze swoją i nie powinno być ważne, czy dla innych jest ciekawa i godna uwagi. Ważne, by człowiek ze swoją czuł się dobrze. Wielicki nie ma żadnych żali, jest dumny, że mógł być częścią złotej ery polskiego himalaizmu.

Drużyna przede wszystkim

Na co zwraca szczególną uwagę to fakt, że dla wszystkich przede wszystkim liczyła się praca w kolektywie. Nie były ważne nazwiska tych, którzy jako pierwsi zdobywali Mount Everest zimą, bo w mediach nikt nie wspominał ich indywidualnie, a stwierdzano, że “zrobili to Polacy”. Ten stan rzeczy bardzo go cieszy, bo podkreśla, że bez dobrej drużyny niczego się w życiu nie osiągnie. Jedność jest najważniejsza, chęć pomocy, podtrzymania na duchu, pracy wspólnej, na rzecz wyższego, ważnego celu.

Wielicki porusza w książce wiele tematów, w tym też prywatne, ale traktowane jako zagadnienia bez szczegółów, bardziej na zasadzie głębszych uczuć i odczuć. Odwołuje się do roli miłości, zasadach tęsknoty i tego, że obietnica jest niesamowicie ważna i może wiele zmienić w krytycznych momentach zwątpienia podczas wspinania się. Umie też przyznać się do tego, że przestał się wspinać, bo znalazł równie ważne zastępstwo dla gór. I że każdemu himalaiście jest takie potrzebne, bo inaczej nie będzie potrafił z nich zrezygnować. Wielka siła ducha, której powinniśmy się uczyć.

Flowers obraz autorstwa freepik - www.freepik.com

Legenda polskiego himalaizmu o sobie, historii i sile drużyny

Dariusz Kortko i Marcin Pietraszewski są już autorami publikacji odnoszących się do dwóch legend polskiej wspinaczki - Jerzego Kukuczki i Mirosława HermaszewskiegoLegenda polskiego sportu

Dariusz Kortko i Marcin Pietraszewski są już autorami publikacji odnoszących się do dwóch legend polskiej wspinaczki – Jerzego Kukuczki i Mirosława Hermaszewskiego. Po raz trzeci wracając do tematu poprosili o wywiad rzekę kolejnego zasłużonego dla himalaistki Polaka. Tak powstała książka Krzysztof Wielicki Piekło mnie nie chciało o niezwykle odważnym zdobywcy ośmiotysięczników. Wielicki jest piątym człowiekiem na świecie, który zdobył czternaście ośmiotysięczników, pierwszym w historii, który, wraz z Cichym, zdobył Mount Everest w 1980 roku oraz Lhotse i Kanczendzongę (tu z Kukuczką). Jeden z najlepszych himalaistów naszych czasów nie stronił od wyzwań, które jak widać doskonale pokonywał. Szczyt w Lhotse był zdobywany zimą, w samotnej wyprawie i w dodatku w gorsecie ortopedycznym, ponieważ wymagała tego rehabilitacja kręgosłupa.

Tytuł książki dość przewrotnie nawiązuje do jednej z odpowiedzi zawartej w książce, dotyczącej tego, jak udało mu się przeżyć wszystkie te eskapady. Wielicki zwraca uwagę na to, że lata 80., mimo szaro-burego peerelowskiego życia, pozwoliły mu na realizację jego największych marzeń. To właśnie wtedy mógł sobie pozwolić na absencję na studiach lub w pracy i wyruszać w nieznane. Braki sprzętowe, wieczna zazdrość co do innych grup wspinaczkowych z innych krajów doprowadziła do pewnego rodzaju determinacji, która miała na celu pokazanie, że Polacy też swoje potrafią. I jak widać udało się.

Pasja, z którą nie można igrać


Wielicki zwraca uwagę na dwie najważniejsze rzeczy w życiu – drużynę oraz historię. Kiedy zdobywał razem z Kukuczką czy Cichym kolejne szczyty nigdy nie pozwolił, by wyrażano się o nim personalnie, po nazwisku. Wszyscy dbali o to, by padało stwierdzenie o Polakach, którzy czegoś dokonali. Poczucie przynależności do drużyny jest zatem kluczowe, by dobrze wykonać swoją pracę, obojętnie jakiego zawodu się nie podejmujemy Siła braterstwa jest w stanie przełamać każdy lęk, każdą przeszkodę. Historia to nie tylko odwołanie do czasów poprzedniego ustroju, w którym zapewne nie do końca nawet zdawano sobie sprawę z tego, jak i gdzie wybierają się alpiniści. Historię pisze każdy z nas, z tą różnicą, że niektórzy tylko dla siebie, a inni starają się dokonać rzeczy, które podniosą poprzeczkę dla innych pokoleń. Wielickiemu się udało, jest legendą i częścią większej historii, człowiekiem, który należał do złotej ery polskiej wspinaczki.

Himalaista, mimo iż od wielu lat się nie wspina, nie może przestać żyć z dala od gór. W niewielkiej miejscowości Rzędkowice na Jurze, gdzie podejmuje swoich gości, może chociaż codziennie na nie spoglądać, a to ważne. W swojej opowieści podzielił się również swoimi spostrzeżeniami odnośnie miłości, siły nadziei oraz tęsknoty.

Vintage obraz autorstwa freepik - www.freepik.com

Naukowa publikacja o zbrodni katyńskiej

Thomas Urban, dziennikarz niemiecki, w reportażowym stylu prezentuje dość obszerną publikację Katyń Zbrodnia i walka propagandowa wielkich mocarstw, w której skupia się na politycznym aspekcie wydarzeniaHistorycznie, ale nie bez oceny

Thomas Urban, dziennikarz niemiecki, w reportażowym stylu prezentuje dość obszerną publikację Katyń Zbrodnia i walka propagandowa wielkich mocarstw, w której skupia się na politycznym aspekcie wydarzenia. Zbrodnia wojenna, kategoryzowana jako zbrodnia przeciwko ludzkości została przez autora poddana skrupulatnej analizie, w której poza historycznymi odniesieniami nie brakuje słów krytyki, ze względu na przypisywanie jej przez wiele lat narodowi niemieckiemu. Publikacja ukazała się w Niemczech cztery lata temu, obecnie, przetłumaczona na język polski jest możliwa do zakupienia w naszym kraju.

Autor bardzo dokładnie tłumaczy dzieje zbrodni katyńskiej, ale bardzo dużo miejsca poświęca na, jak sam to nazywa, “kłamstwo katyńskie”. Wątki, które składają się na sprawę i ostateczne przyznanie się władz rosyjskich dopiero w 1990 roku, stara się przeprowadzić chronologicznie, ale też ze względu na układy polityczne, zarówno te podczas II wojny światowej, jak i późniejsze, komunistyczne. Państwa Zachodu, które prawdę o Katyniu znały już w 1943 roku nie podawały tej informacji do wiadomości publicznej, najprawdopodobniej ze strachu przed reakcją władz radzieckich. Wiele państw, przez bardzo długi czas utrzymuje również, że nie zdawało sobie sprawy z tego, że Polacy nie znają prawdy i nie dowiedzieli się o niej przez 44 lata komunizmu.

Rozkaz, który stał się zbrodnią stalinizmu

Urban prowadzi swój wywód dzieląc go na kilka rozdziałów: przyczyny, przebieg (dość skrupulatnie opisany sposób zabijania), koalicje wojenne i powojenne, decyzje Politbiura i zacieranie śladów. W każdym z nich powołuje się na opinie świadków, podaje liczby, miejsca, dokładne zależności NKWD od rozkazów moskiewskich i przygląda się dokładnie narodowościom ofiar. W wyniku masowych rozstrzeliwań, wiosną 1940 roku, życie w okolicach Katynia (a także Kalinina, Kijowa, Mińska i Charkowa) straciło ponad dwadzieścia jeden tysięcy Polaków, w tym około dziesięć tysięcy żołnierzy Wojska Polskiego. Stało się to za sprawa przekazania jeńców wojennych, schwytanych w 1939 roku przez Armię Czerwoną. Decyzją Politbiura, w której zapisano, że jeńcy nie rokują poprawy w stosunku swojej wrogości do sowietów, nakazano ich rozstrzelanie, które odbywało się na dwa możliwe sposoby. Pierwszym był strzał w tył głowy i kopanie w masowym grobie, drugim (dotyczącym żołnierzy wysokiej rangi) morderstwo w piwnicy domu przesłuchań.

Urban podnosi kwestię prawdopodobnej możliwości współpracy Gestapo i NKWD, jednak powołuje się na to, że niemożliwym jest, by rozkaz, jeśli wiedziały o nim Niemcy, szedł odgórnie. Decyzje o tuszowaniu zbrodni, kłamstwa odnośnie wysyłania więźniów do obozów pracy na mroźnej północy, stanowią ważną część publikacji, w której autor nie szczędzi negatywnych ocen w stosunku do władzy sowieckiej.

Food obraz autorstwa freepik - www.freepik.com